czwartek, 8 marca 2012

Ła ... dentysta.

Wróciłam od dentysty, robiła mi plombę na jedynce. Z przodu, u góry. Nie mogłam godzinę nic jeść, ale ona mi jakoś szybko przebiegła, więc już pije mój ulubiony jogurt waniliowy. Dostałam od kolegów z klasy tulipanka i dwie czekolady. Wreszcie jakiś normalny prezent. W tamtym roku, czyli w 6 klasie podstawówki, chłopcy kupili WSZYSTKIM dziewczynom 1 tulipana (złamanego, zmartretowanego). A co się później okazało, Tomek (dość dziwny, ale spoko) kupił wszystkim dziewczynom czekoladę. A jeszcze od taty dostałam tusz do rzęs i błyszczyk. I od brata różę. Czyli jest git. Tusz nie jest idealny, ale dobrze maluje. Błyszczyk ... nie dość że mniam, to jeszcze efekt! W piątek mama kupiła mi kosmetyczkę (malutką, fioletową). Tam umieściłam tusz, błyszczyk, dwie pomadki, cienie. I mam. Będę ją wszędzie nosić.
Kończę na dziś. Czytajcie, komentujcie, piszcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz